Była letnia noc księżycowa. Na niebie świecił miesiączek w pełni. W tę noc wybrał się sołtys ze Świątek w daleką podróż. Mówili, że do najmłodszego syna, który od roku przebywał w mieście.

Droga sołtysowi wypadła przez wielki bór, który rozciągał się wedle Klonówki. Szedł wolno i pod nosem szeptał wieczorny pacierz, a tylko od czasu do czasu spozierał to w głębinę tajemniczego boru, to na radosny miesiączek, co oświetlał piaszczystą drogę. Ledwie skończył pacierz, patrzy, a tu obok niego idą stare, chude wilki i cosik sobie mruczą. Przez głowę przeleciała mu myśl, że pewnikiem to nie wielki, ino jakieś złe duchy. toteż zaraz nabożnie przeżegnał się trzy razy i machnął  osikową laską na lewo i na prawo, ale wilki ani drgnęły.

Idzie strwożony sołtys i tylko myśli, jakby się tu z tej strasznej przygody ratować. Przeszedł już Jamy Wilcze i Jamy Lisie, przeszedł Pólko Lipieckie. Na leśnym rozdrożu zatrzymał się, pomyślał chwilę, a potem ruszył do zielonego ogrodzenia, które otaczało białą kapliczkę świętego Mikołaja. Tam padł na kolana i żarliwie się modlił:

„Święty Mikołaju, dobry patronie,
Stań, proszę cię, w mojej obronie”

A gdy już odmówił modlitwy i litanię, wstał z klęczek i skierował się ku wyjściu. Jakie było jego zdziwienie, gdy zobaczył, że pod dębem czekają wilki.
– O! Laboga, laboga! – zawołał zrozpaczony, lecz ruszył w dalszą drogę.

Wilki wnet go otoczyły i szły z nim krok w krok. I tak sołtys w trwodze przebył kawał boru i doszedł do gajówki, co stała niedaleko leśnej strugi. Niewiele się namyśał i wszedł do środka, opowiedział o swojej przygodzie i poprosił o pomoc. Wtedy borowy powiedział mu:
– Człowieku, nie bój się wilków, one cię nie zjedzą, bo jesteś pod opieką świętego Mikołaja.

Gdy sołtys opuścił gajówkę i znalazł się na drodze, wilków już nie było, tylko w głębi boru rozlegały się ich przeciągłe wycia.
Sołtys nabożnie przeżegnał się i ruszył szczęśliwy w dalszą drogę.

Czym dawniej był wilk, i jakie moce mu przypisywano? 

Drzewiej, w czasach tak dawnych, że ledwie pamiętanych przez pismo, dzikie zwierzęta były traktowane z odpowiednią dla nich czcią. Przypisywaną im magiczne moce, a nawet możliwość rzucania uroków. Wierzenia te przetrwały do naszych czasów w postaci konotacji, jakie występują w opowieściach ludowych i mitach. Tutaj, w tym tekście, spotykamy wilka jako złego ducha.

Przede wszystkim wilk był zwierzęciem, a więc należał do świata natury, któremu przypisywano chaos. Ludzie od dawien dawna korzystali z dualistycznego podziału rzeczywistości, dzieląc świat na dwie sfery: ład i chaos. Pierwsza ze sfer wynikała bezpośrednio z tej drugiej, a dokładniej z ingerencji człowieka w naturę. W tym celu, aby ujarzmić chaos, stosowano różne zabiegi, w tym i magiczne (o strefach granicznych i momentach przejściowych, jak i o praktykach magicznych związanych ze stawianiem domów, sianokosami i dalej, z narodzinami, napiszę innym razem). Wracając do wilków, musimy też mieć na uwadze fakt, że są drapieżnikami. Wyjątkowo inteligentnymi drapieżnikami. Ludzie od zawsze i w każdej kulturze przypisywali drapieżnikom specjalne moce. Konfrontacja z nimi była związana z wieloma rytuałami, których efektem końcowym była wiara w przejęcie siły/sprytu/mądrości/percepcji pokonanego zwierza. Wilk był zatem obcym, tworem chaosu, i co jeszcze straszniejsze, jego jarzące się nocą latarnie, przeciągłe, upiorne wycie, działało na wyobraźnię ludzi w najgorszym tego słowa znaczeniu (jednak nie u wszystkich kultur).

Wilk od samego początku swojej konfrontacji z człowiekiem był więc identyfikowany jako zagrożenie, co więcej, przypisywano mu możliwość rzucania uroków (o samych urokach napiszę osobny artykuł), co czyniło go jeszcze bardziej niebezpiecznym. Z czasem, gdy przyszła nowa religia, wilk został nośnikiem dla demonów, które nawiedzały w snach i na jawie. Dlatego często spotykamy się w folklorze z opowieściami o idącej gdzieś postaci, która podczas swojej drogi napotyka złe towarzystwo w postaci wilków. Zwykle odgania je żarliwa modlitwa do patrona (jest to bardzo interesujące jakoby święci (patroni) posiadali siłę odczyniania zła, co klasyfikuje ich w pewien sposób na równi z pomniejszymi bóstwami pogańskich wierzeń (nie jest to oczywiście zabieg przypadkowy)). Wilk zatem jest matrycą bardzo szeroko i często stosowaną w opowieściach ludowych.

Miał być krótki komentarz… wyszło nieco inaczej. Chciałbym rozpisać się bardziej na ten temat, ale wygodniej będzie napisać osobny artykuł na ten i inne tematy.

Bibliografia:

  • Jan Piotr Dekowski; „Strzygi i Topieluchy”; wyd. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza Warszawa 1987
  • Andrzej Bereszyński i Sylwia Tomaszewska; „Zwierzęta a zabobony”; Wydawnictwo Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu 2011
2018-01-25T22:35:18+00:00